Jak wiadomo powszechnie, Polska IPĄ stoi! Obecnie to chyba najpopularniejszy niszowy gatunek piwa, który wszyscy piją i do którego wszystko jest porównywane. Oczywiście powstają różne jej odmiany, browary prześcigają się w warzeniu coraz mocniej chmielonych piw itd... Ja oczywiście nie mam nic przeciwko, bo przecież wiadomo, że kilka lat temu chmielu w polskim piwie brakowało. Jakie polskie IPA są, to już inna kwestia. Ale gonimy świat, i na pewno nastąpi w końcu okres stabilizacji i powszechnej szczęśliwości. Oczywiście świat będzie już gonił za czymś innym, a my zostaniemy z tą IPĄ ja ten... Ale ponoć, jak już chyba wcześniej pisałem, modne stają się kwasy, więc polskie browary mają okazję się wykazać!
Oczywiście przy okazji mody pije się nie tylko krajowe piwa. Kiedyś trafienie dobrego ale na półce z piwem było dużym sukcesem. Teraz można wręcz przebierać w tych trunkach. I właśnie przy takim przebieraniu wpadł mi w ręce produkt browaru De Molen, konkretnie Winterhop. Czemu wmieszano wątek zimowy do IPA? Nie wiem, ale nie przeszkadza mi to w spróbowaniu tego piwa w sierpniu. Jak wypada, i czy warto poświęcić na nie kilka groszy więcej, niż na krajowe wynalazki? Zapraszam dalej!
Mały blog o alkoholach; wrażenia z degustacji trunków wszelakich - od piwa, przez whisky, koniaki, wódki i wszelkie napoje dostarczające ciekawych doznań smakowych.
czwartek, 29 sierpnia 2013
czwartek, 22 sierpnia 2013
Green Mill Cider
Zaczyna się robić nieco monotematycznie, ale dziś w szkle wylądował kolejny cydr. Miałem zrobić sobie jakiś przerywnik, ale w sumie sezon się kończy, no i do gry wszedł prawdziwy gigant. Otóż w sklepach zagościł cydr Green Mill, produkowany przez Kompanię Piwowarską. Działania firmy w ostatnich latach wydają mi się mocno zachowawcze, zatem jeśli oni zaczynają z cydrem, to musi to być pewniak. Polska musi spłynąć cydrem!
Pora na debiut wydaje mi się dość dziwna. Wakacje się kończą, sezon piwny także. Choć z drugiej strony - studenci wracają na zajęcia, a to jednak poważny "target"!
Green Mill nie wygląda krzykliwie - brązowa butelka, etykieta w spokojnych kolorach. Niekoniecznie coś, co ma zwrócić uwagę. Ale może KP jest tak pewna swego?
Mniejsza jednak o taktykę korporacji, bardziej interesujące jest to, co wlali do szkła. Zatem pora sprawdzić, jak smakuje Green Mill. Zapraszam dalej!
Pora na debiut wydaje mi się dość dziwna. Wakacje się kończą, sezon piwny także. Choć z drugiej strony - studenci wracają na zajęcia, a to jednak poważny "target"!
Green Mill nie wygląda krzykliwie - brązowa butelka, etykieta w spokojnych kolorach. Niekoniecznie coś, co ma zwrócić uwagę. Ale może KP jest tak pewna swego?
Mniejsza jednak o taktykę korporacji, bardziej interesujące jest to, co wlali do szkła. Zatem pora sprawdzić, jak smakuje Green Mill. Zapraszam dalej!
czwartek, 15 sierpnia 2013
Warka Cider
Uprzedzając od razu wszystkie wątpliwości czytających - ja też dałem się nabrać! Nazwa Warka była w moim przypadku tym bardziej myląca, bo butelki stały sobie w lodówce obok piwa Warka. Pomyślałem sobie, że skoro CO ma Somersby, KP będzie miała/ma cydr Green Mill, to i GŻ coś stworzy. Kontrę przeczytałem dopiero w domu. Ciekawe, czy prawnicy giganta zgrzytają zębami i obmyślają już taktykę i treść pozwu, czy odpuścili temat.
Faktem jest, że cydr Warka powstaje w Warce. Dla niewiedzących - to miejscowość około 50 kilometrów od Warszawy, w której działa też browar Warka. Oczywiście firma Warwin (czy tylko mi kojarzy się to z producentem win nieco tańszych?), przynajmniej moim zdaniem, ma prawo do używania nazwy miasta na swoim produkcie. Tym bardziej, że te rejony to prawdziwe jabłkowe zagłębie, więc skojarzenia z cydrem są jak najbardziej na miejscu. A że przy okazji można się podczepić pod bardziej znaną markę? Cóż, co nie jest zabronione, jest dozwolone.
A jak smakuje Warka Cider? Zapraszam dalej!
Faktem jest, że cydr Warka powstaje w Warce. Dla niewiedzących - to miejscowość około 50 kilometrów od Warszawy, w której działa też browar Warka. Oczywiście firma Warwin (czy tylko mi kojarzy się to z producentem win nieco tańszych?), przynajmniej moim zdaniem, ma prawo do używania nazwy miasta na swoim produkcie. Tym bardziej, że te rejony to prawdziwe jabłkowe zagłębie, więc skojarzenia z cydrem są jak najbardziej na miejscu. A że przy okazji można się podczepić pod bardziej znaną markę? Cóż, co nie jest zabronione, jest dozwolone.
A jak smakuje Warka Cider? Zapraszam dalej!
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Amrut Indian Single Malt Whisky
Ogólnoświatowa moda na whisky sprawia, że ludzie nie tylko wszędzie ją piją, ale też wszędzie starają ją się destylować. Teoretycznie nie jest to jakiś bardzo skomplikowany proces, można go przeprowadzić wszędzie, magazyn na beczkę też można wybudować w każdym zakątku świata. Dlatego co chwila kolejne destylarnie z różnych zakątków świata próbują zawojować świat swoimi wyrobami. Japonia to już żadna egzotyka, większość oswoiła się z whisky szwedzką czy niemiecką (w przypadku tej ostatniej może nadużyciem jest mówienie o oswojeniu, bo ponoć jest wyjątkowo podła), ostatnio pojawia się w Polsce nawet whisky z Tajlandii.
W całej kawalkadzie egzotyki nie powinny też nam umknąć Indie. Wszak to kolonia brytyjska, więc woda życia nie jest tam niczym nadzwyczajnym. A jeśli Indie, to oczywiście Amrut.
Choć sama marka wydaje się dość młoda, to destylarnia w Bangalore działa już ponad 60 lat. Z początku produkowała ponoć dość przeciętnej jakości trunki (podobnie, jak i inne indyjskie wytwórnie, produkujące whisky z... melasy!), ale na początku lat osiemdziesiątych wkroczyła na dobrą ścieżkę i jako cel obrała sobie produkcję wysokiej jakości destylatów słodowych.
Indie to dość specyficzne miejsce do produkcji whisky. Trunek dojrzewa tu, z racji gorącego klimatu, bardzo szybko, dużo większy jest też ubytek destylatu w czasie leżakowania (nawet do 11% rocznie). Czy szybsze dojrzewanie to wada, czy zaleta? Nie mi oceniać, pewnie tęgie głowy mogłyby o tym długo dyskutować. Faktem jest jednak, że Amrut nie podaje informacji o wieku destylatu na butelce, żeby nie zniechęcać klientów młodym wiekiem w sumie nietaniego produktu (indyjska whisky tańsza od szkockiej nie jest). Czy więc po ledwie kilku latach można otrzymać trunek zbliżony do kilkunastoletniego z chłodniejszej strefy klimatycznej? Trochę w to wątpię, ale oczywiście trzeba to samemu sprawdzić. Zatem zapraszam dalej!
W całej kawalkadzie egzotyki nie powinny też nam umknąć Indie. Wszak to kolonia brytyjska, więc woda życia nie jest tam niczym nadzwyczajnym. A jeśli Indie, to oczywiście Amrut.
Choć sama marka wydaje się dość młoda, to destylarnia w Bangalore działa już ponad 60 lat. Z początku produkowała ponoć dość przeciętnej jakości trunki (podobnie, jak i inne indyjskie wytwórnie, produkujące whisky z... melasy!), ale na początku lat osiemdziesiątych wkroczyła na dobrą ścieżkę i jako cel obrała sobie produkcję wysokiej jakości destylatów słodowych.
Indie to dość specyficzne miejsce do produkcji whisky. Trunek dojrzewa tu, z racji gorącego klimatu, bardzo szybko, dużo większy jest też ubytek destylatu w czasie leżakowania (nawet do 11% rocznie). Czy szybsze dojrzewanie to wada, czy zaleta? Nie mi oceniać, pewnie tęgie głowy mogłyby o tym długo dyskutować. Faktem jest jednak, że Amrut nie podaje informacji o wieku destylatu na butelce, żeby nie zniechęcać klientów młodym wiekiem w sumie nietaniego produktu (indyjska whisky tańsza od szkockiej nie jest). Czy więc po ledwie kilku latach można otrzymać trunek zbliżony do kilkunastoletniego z chłodniejszej strefy klimatycznej? Trochę w to wątpię, ale oczywiście trzeba to samemu sprawdzić. Zatem zapraszam dalej!
Subskrybuj:
Posty (Atom)