Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rum. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 maja 2015

Plantation Barbados Grande Reserve

Dziś dla odmiany rum, a co! Tak bardziej zwykły, pospolity, ale był w fajnej butelce, więc wziąłem, a co!
No, może nie był to jedyny argument za zakupem, ale butelka fajnie wyglądała na szafce, więc jeszcze przed otwarciem sprawiał dobre wrażenie. A wiadomo, że dobre nastawienie, to połowa sukcesu.
Ten rum to Plantation Barbados Grande Reserve. Jego rozlewem zajmuje się firma Ferrand. Być może o niej słyszeliście, bo ma w portfolio także bardziej znane marki - koniak Pierre Ferrand, czy wódkę (a ostatnio chyba też gin) Citadelle. W linii rumów najciekawsze są te rocznikowane (mówiąc bardziej światowo - vintage), pochodzące z różnych wysp. Ciekawa linia, budząca także moje zainteresowanie, ale ciut droższa, niż standardowe produkty, więc może w przyszłym miesiącu, wiecie...
Moja butelka to rum z Barbadosu, bez określanego wieku czy roku destylacji. Czyli, przekładając to na prostszy język np. whisky - taki ciut lepszy niż podstawowy blend (bo jest jeszcze Plantation Dark - najprostszy rum dojrzewający). Trzeba więc przy okazji wyhamować nieco swoje oczekiwania, ale może jednak sączony solo sprawdzi się? A przy okazji można go porównać z nieco bardziej znanym rumem z Barbadosu, który już opisywałem - Mount Gay link do opisu. Zatem do dzieła!

wtorek, 13 stycznia 2015

Rhum J.M. Gold

Na Warszawskim Festiwalu Whisky najciekawszymi trunkami, jakich próbowałem, były rumy, a jednym z nich był J.M. VSOP. Wspominałem wtedy, że mam jeszcze w zanadrzu jednego przedstawiciela tej marki, i właśnie dziś on trafił na degustację. Chodzi o rum, a w zasadzie Rhum J.M. Gold. Tak po prostu Gold, nie ma chyba innej, oficjalnie funkcjonującej nazwy. Jest to drugi rum w hierarchii, niżej mamy jeszcze wersję białą. A przy okazji reprezentuje on typ rumu nieco rzadziej występujący na rynku, a mianowicie rum produkowany z trzciny cukrowej (a nie z melasy, jak w przypadku większości). Niewiele jest opcji na spróbowanie tego typu właśnie, kiedyś można było też znaleźć rum Clement. W skrajnym wypadku pozostaje nasz polski Golden Rum, ale to naprawdę w ostateczności, no chyba że chcecie się przekonać, iż warto czasem dorzucić kilka złotych na lepszą butelkę (choć GR można kupić w naszych swojskich seteczkach, strata jakby mniejsza...).
Na temat tego typu rumu nie będę się specjalnie rozwodził, bo są od tego lepsi fachowcy. Tylko jedna wskazówka jak go odróżnić - na etykiecie będzie stało "rhum agricole". I zazwyczaj z trzciny produkowane są rumy w koloniach francuskich. Tyle teorii.
J.M. Gold jest trunkiem dość młodym, według informacji producenta leżakuje w dębowych beczkach przez około rok. Niby mało, ale warto wspomnieć, że ciepły klimat przyspiesza dojrzewanie, a na pocieszenie rozlewają go z mocą 50%. Co z tego wyszło? Zapraszam dalej na wrażenia z degustacji.

czwartek, 10 lipca 2014

Mount Gay Eclipse

Ostatnio wzięło mnie na rum, więc dziś kolejny trunek z trzciny - Mount Gay Eclipse. Oczywiście zgodnie z tradycją badał będę trunki od dołu hierarchii destylarni (ciekawe, kiedy przyjdzie w końcu na te wyższe?), no prawie od dołu, bo jest jeszcze Mount Gay w wersji białej.
Sama destylarnia jest ponoć jedną z najstarszych, destylujących rum. Ze strony internetowej można się dowiedzieć między innymi, że do leżakowania destylatów wykorzystywane są beczki po bourbonie. Pojawia się też bardzo piękne hasło, odnoszące się do filozofii firmy - "przekładamy dojrzewanie ponad starzenie" (maturation over ageing). Brzmi to wzniośle i szlachetnie, ciekawe, kiedy podłapią to producenci szkockiej whisky, zalewający rynek całą masą wersji NAS. Ale to tak nawiasem.
Mount Gay Eclipse to oczywiście rum blendowany,  oczywiście niewiele dowiemy się na temat jego wieku czy proporcji destylatów. Z drugiej strony nie ma chyba co budować wielkich oczekiwań przy flaszce rumu za 80 złotych. Ma względnie dobrze smakować, mieszać się w drinkach i tyle. Mieszanek testować nie zamierzam, ale sprawdzę, jak wypada na czysto. Zatem do dzieła.

środa, 28 maja 2014

Santiago de Cuba Anejo

Po ostatnim, niezbyt udanym starciu z czarnym rumem Captain Morgan, postanowiłem przepłukać usta czymś ciekawszym. Ale żeby mieć jakieś porównanie, pozostałem w temacie rumu. Padło na sampla rumu otrzymanego od kolegi, bardzo zachwalanego dodam. Może nie jako najlepszy rum w kategorii open, ale jako trunek ze świetnym stosunkiem jakość/cena. Co to za cudo? Kubański Santiago de Cuba Anejo.
Rum nie jest przesadnie drogi, można go znaleźć za około 70 złotych, czyli w cenie popularnej i pospolitej konkurencji. Pikanterii dodaje fakt, że ponoć jest on produkowany w starej, kubańskiej destylarni Bacardi, która została znacjonalizowana, a przy okazji rodzina Bacardi opuściła wyspę. A że państwowe zawsze lepsze, bo w sumie nic na siłę i z nikim nie trzeba konkurować, to może i rum będzie lepszy niż ten od korporacyjnych gigantów? Pora sprawdzić!

niedziela, 25 maja 2014

Captain Morgan Black

Dziś dla odmiany będzie rum. Może niekoniecznie jakiś ekskluzywny, ale z drugiej strony jeśli flaszka (nawet napoczęta) sama wpada w ręce, to czemu by nie spróbować. Tym bardziej jeśli to trunek, na który niekoniecznie chciało by się wydawać swoje zarobione w pocie czoła pieniądze.
A czemu bym go nie kupił? Wystarczy krótka lektura etykiety. Niby pod stopami kapitana (notabene kapitan na etykiecie to kolejny z powodów) stoi "jamaica rum", ale wystarczy krótka lektura strony producenta i już wiemy, że to mieszanka rumów z Jamajki, Gujany i Barbadosu. Teoretycznie nic w tym złego, wszak liczy się efekt, ale po co takie zabiegi. Jednak kontynuowanie lektury dostarcza kolejnych ciekawych informacji - rum nie tylko rozlewa się w Wielkiej Brytanii, ale również tam dojrzewa! To już wywołało w mojej głowie pewien zamęt, bo przecież można też przywieźć odleżakowane destylaty i z nich stworzyć blend, a pewnie powierzchnia magazynowa na Jamajce jest nieco tańsza niż w U.K. Choć w sumie chodzi o rum, kosztujący około 50 złotych w markecie, więc pewnie specjalnie nie robi mu różnicy, gdzie leżakuje. Karmel zrobi swoje. A może są też inne powody, których nie znam.
I po tym obiecującym wstępie pora przystąpić do degustacji. Oczywiście w żadnym wypadku nie jestem nastawiony negatywnie, bo w końcu liczy się to, co w butelce.

sobota, 18 stycznia 2014

Appleton Estate V/X

Dziś kolejne spotkanie z rumem. Nie miałem póki co w planach nabywania kolejnej butelki do degustacji, ale że kolega sam mi przyniósł dwie próbki (buteleczki po senojo w końcu na coś się przydały!), to głupio by było nie skorzystać.
Na pierwszy ogień poszedł jamajski Appleton V/X, podstawowy rum w portfolio tej destylarni. Powstaje z mieszanki co najmniej 5 - letnich destylatów, a dobiera je... kobieta! Niby mamy teraz równouprawnienie, ale kobiet na stanowiskach master blenderów chyba nie ma zbyt wiele, skoro Appleton tak się tym chwali.
Oczywiście destylarnia ma w swojej ofercie także dużo starsze rumy, chwali się nawet wersją 50 - letnią (ciekawe, jak trzcina przegryza się po takim czasie z dębem).
Destylaty powstają zarówno w tradycyjnych, miedzianych alembikach, jak i w zwykłych kolumnach destylacyjnych. W ofercie nie ma jednak rumu 'pure pot' (ciekawy, czy któryś z większych graczy oferuje coś takiego?), wszystko wymieszano.
Oczywiście gdyby ktoś chciał się dowiedzieć o tej marce czegoś więcej, to oficjalna strona oferuje dużo więcej informacji. Ja zabieram się już za degustację.

czwartek, 24 października 2013

Dictador 20 YO Solera Rum

Pora zacząć drugą setkę, a na tą okazję też przyda się coś ciekawego. Padło więc na rum Dictador w wersji 20 - letniej. Od razu na wstępie muszę jednak jedną rzecz wyjaśnić. Ten rum nie do końca ma 20 lat. Dlaczego? Przez system dojrzewania zwany solera. Nie będę tu wchodził jakoś mocno w szczegóły, ogólnie system solera polega na mieszaniu destylatów młodszych ze starszymi. Beczki stoją ustawione w kilku warstwach, na dole znajduje się trunek najstarszy, na górze najmłodszy. Po zabutelkowaniu części najstarszego, ubytek w beczce jest uzupełniany młodszym z górnej warstwy.
Jak więc określić wiek w takim przypadku? Nie jest to proste, i zazwyczaj wiek podany przy trunku z tego systemu produkcji jest wiekiem orientacyjnym. Może oznaczać średni wiek, bądź też wiek najstarszej składowej. Tak więc Dicador  20 YO (a raczej jego składowe) ma CO NAJWYŻEJ 20 lat, a nie co najmniej, jak to jest choćby w przypadku szkockiej whisky.
Tyle wyjaśnień w sprawie wieku. Sam rum powstaje z soku z trzciny cukrowej, więc najogólniej można stwierdzić, że to trunek nieco lżejszy, niż rumy powstające z melasy. Produkowany jest w Kolumbii, w rozlewany w butelki przywożone z...Japonii. Nie wiem, na czym polega ich wyjątkowość, być może nigdzie bliżej nie ma producenta tak ładnie oklejającego szkło gumową warstewką. Ale skoro stać ich na takie fanaberie...
Starczy jednak już tych przydługich wstępów, zabieram się do degustacji.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Flor de Cana 7YO Grand Reserve

Po niezbyt przyjemnych początkach z rumem na moim blogu (konkretnie tych) postanowiłem się nie zniechęcać i poszukać dalej. Zmieniłem jednak nieco obszar poszukiwań. Mógłbym oczywiście spróbować siedmioletniej Havany, bo i kupić łatwo, i licznik odwiedzin pewnie by na tym zyskał. To jednak byłoby czymś w stylu picia popularnego blenda. No niby nic w tym złego, dobrze podzielić się wrażeniami, ale jest sporo ciekawszych rzeczy do spróbowania. Idąc tym tropem na dziś przygotowałem sobie nikaraguański rum Flor de Cana w wersji siedmioletniej. Czemu akurat ten? Cóż, zbiera dość pochlebne opinie, dostał kilka wyróżnień na różnych imprezach (tak, wiem, to bardzo miarodajne...), a poza tym nie kosztuje jakichś kosmicznych pieniędzy. Co więc można mieć, decydując się na nieco mniej popularny rum w okolicach stówki? Zaraz się okaże, zapraszam dalej!