Dziś mały jubileusz - setny post na blogu, nie mogło więc zabraknąć jakiegoś dobrego trunku. A że przy okazji, zupełnym przypadkiem (naprawdę, zupełnym przypadkiem) setny post zbiegł się z tysięcznym, zdegustowanym przeze mnie piwem, to wyciągnąłem coś ciekawego z piwniczki. Dziś w szkle wylądował De Molen Heil & Zegen, czyli po naszemu ocalenie i błogosławieństwo (ciekawe nazwy swoją drogą...).
Co tak wyjątkowego jest w tym piwie poza tym, że spędziło 5 lat w ciemnym pomieszczeniu? Choćby to, że według mojej wiedzy zostało uwarzone tylko raz. A więc mocno limitowana seria, numerowane butelki itp (w sumie było ich 384). Niby nic nadzwyczajnego w dzisiejszych czasach, gdy co chwilę dostajemy "super limitowaną, jedyną w swym rodzaju edycję", ale jednak miło spróbować czegoś, czego niewielu miało okazję się napić.
Pomijając już kwestie ilościowe, piwo tak czy inaczej jest całkiem interesujące. Styl to Imperial IPA, czyli mocniejsza wersja zwykłego IPA. Mocy faktycznie jest sporo, bo aż 10,8%. Nachmielono je amerykańskim Amarillo i czeskim Saaz. Dodatkowo dostajemy informację o kolorze - 123 EBC, i o goryczce - 92,6 EBU (to już okolice końca skali...). Zapowiada się więc bardzo treściwa "siekiera", ale okazja jest nie byle jaka. Zatem czas zacząć! Zapraszam dalej!
Mały blog o alkoholach; wrażenia z degustacji trunków wszelakich - od piwa, przez whisky, koniaki, wódki i wszelkie napoje dostarczające ciekawych doznań smakowych.
czwartek, 17 października 2013
wtorek, 15 października 2013
Delord V.S.O.P. Armagnac
Dziś kolejna degustacja w stylu "zapuszczam się na średnio zbadany ląd", czyli armaniak Delord V.S.O.P. Nie jest to zupełnie dziewicza podróż, bo z tego typu trunkiem miałem już do czynienia, ale dawno temu i niekoniecznie było to spotkanie z zacięciem degustacyjnym.
Na wstępie co nieco o armaniaku. Najprostsze, co można o nim usłyszeć od niektórych, to "to prawie to samo, co koniak, tylko z innego rejonu". W bardzo dużym uproszczeniu można taką definicję zaakceptować, ale sprawa jest nieco bardziej złożona.
Koniak jest destylowany w tradycyjnych alembikach (destyluje się go dwukrotnie), natomiast armaniak w aparatach kolumnowych. Stąd też stwierdzenie "koniak destyluje się dwa razy, a armaniak raz" jest prawdziwe, ale trzeba zaznaczyć, jaki to rodzaj destylacji. Bo w przypadku kolumny jednokrotna destylacja oznacza zazwyczaj wielostopniowy proces.
No i jeszcze jedna, z punktu pijącego równie ważna cecha armaniaku, bardziej jednak dotycząca regionu. Nie jest on tak skomercjalizowany, jak Cognac. Nie ma tam wielkich koncernów, które niepodzielnie dominują, i produkują trunki dobre, ale skrojone raczej pod masowego odbiorcę (choć oczywiście nie tylko koncerny produkują koniak). Armaniaki to typowo regionalny wyrób, charakterystyczny, ale też przez takie rozdrobnienie mogący się znacząco różnić jakością.
To, co piję dziś, to armaniak klasy vsop, czyli taki, który spędził w beczce około 4 lat. Co ciekawe, Delord, według tego, co udało mi się przeczytać, miesza destylaty pochodzące z tradycyjnych alembików z destylatami powstającymi w kolumnach. Wyłamuje się zatem nieco ze schematu. A jaki jest tego efekt? Zapraszam dalej.
Na wstępie co nieco o armaniaku. Najprostsze, co można o nim usłyszeć od niektórych, to "to prawie to samo, co koniak, tylko z innego rejonu". W bardzo dużym uproszczeniu można taką definicję zaakceptować, ale sprawa jest nieco bardziej złożona.
Koniak jest destylowany w tradycyjnych alembikach (destyluje się go dwukrotnie), natomiast armaniak w aparatach kolumnowych. Stąd też stwierdzenie "koniak destyluje się dwa razy, a armaniak raz" jest prawdziwe, ale trzeba zaznaczyć, jaki to rodzaj destylacji. Bo w przypadku kolumny jednokrotna destylacja oznacza zazwyczaj wielostopniowy proces.
No i jeszcze jedna, z punktu pijącego równie ważna cecha armaniaku, bardziej jednak dotycząca regionu. Nie jest on tak skomercjalizowany, jak Cognac. Nie ma tam wielkich koncernów, które niepodzielnie dominują, i produkują trunki dobre, ale skrojone raczej pod masowego odbiorcę (choć oczywiście nie tylko koncerny produkują koniak). Armaniaki to typowo regionalny wyrób, charakterystyczny, ale też przez takie rozdrobnienie mogący się znacząco różnić jakością.
To, co piję dziś, to armaniak klasy vsop, czyli taki, który spędził w beczce około 4 lat. Co ciekawe, Delord, według tego, co udało mi się przeczytać, miesza destylaty pochodzące z tradycyjnych alembików z destylatami powstającymi w kolumnach. Wyłamuje się zatem nieco ze schematu. A jaki jest tego efekt? Zapraszam dalej.
niedziela, 13 października 2013
St Feuillien Saison
Dziś wylądowało u mnie w szkle piwo z kolejnego niezbyt obficie reprezentowanego w Polsce stylu - Saison z browaru St Feuillien. Czym dokładnie jest ten sezonowy styl? To farmerskie piwo, wytwarzane w południowej Belgii. Jego głównym zadaniem miało być orzeźwianie w letnich miesiącach, a skoro miało być gotowe na ten okres, to warzyło się je na koniec zimy. Naturalnie na ciepłe dni najlepsze pasowałoby bardzo lekkie piwo, ale taki wyrób był nietrwały (to było dawno, dawno temu, jeszcze przed pasteryzacją i mikrofiltracją). Co więc najlepiej je zakonserwuje? Oczywiście alkohol, z pomocą chmielu. Nie można było jednak z procentami przesadzić, wszak piwo miało orzeźwiać, a nie upajać. Efektem tego kompromisu były trunki z zawartością alkoholu w okolicach 6%, co w porównaniu do dzisiejszej, belgijskiej normy wydaje się wynikiem dość skromnym.
W naszych czasach saisony warzy się przez cały rok, poza tym nie warzy się ich już tylko w określonych rejonach Belgii, a na całym świecie. Można narzekać na globalizację i zanikanie regionalnych tradycji, ale dzięki temu można się delektować takimi piwami przez cały rok. Można też oczywiście sprawdzić, czy na świecie ktoś robi to lepiej. Ja jednak zdecydowałem się na klasykę, dlatego dziś będę próbował piwa z browaru St Feuillien. Lato co prawda już się skończyło, ale mi to absolutnie nie przeszkadza. Zatem zapraszam dalej.
W naszych czasach saisony warzy się przez cały rok, poza tym nie warzy się ich już tylko w określonych rejonach Belgii, a na całym świecie. Można narzekać na globalizację i zanikanie regionalnych tradycji, ale dzięki temu można się delektować takimi piwami przez cały rok. Można też oczywiście sprawdzić, czy na świecie ktoś robi to lepiej. Ja jednak zdecydowałem się na klasykę, dlatego dziś będę próbował piwa z browaru St Feuillien. Lato co prawda już się skończyło, ale mi to absolutnie nie przeszkadza. Zatem zapraszam dalej.
środa, 9 października 2013
Rodenbach Grand Cru
Myślałem dość długo, jak zacząć wpis, bo jego "bohater" jest dość niezwykły. Z jednej strony to tylko piwo, w dodatku produkowane przez belgijskiego giganta, Palma. Z drugiej strony, jest to trunek niepospolity, bardzo oryginalny, i mimo, iż reprezentuje specyficzny styl, powszechnie znany.
Co więc niezwykłego jest w piwie Rodenbach Grand Cru? To niesamowita mieszanka dwóch piw - młodego i leżakującego 24 miesiące w beczkach dębowych. W beczkach, żadnych chipsów.
Piwo jest traktowane drożdżami górnej fermentacji, a dodatkowo podczas leżakowania wystawia się je na działanie dzikiej flory bakteryjnej, która wytwarza kwas mlekowy. Jakie mogą być efekty? Na pewno ciekawe, skoro sam Michael Jackson określił je mianem "belgijskiego burgunda".
Zatem nie rozwijam już nudnego wstępu, i kuszony zapachem Rodenbacha zabieram się za degustację. Zapraszam dalej!
Co więc niezwykłego jest w piwie Rodenbach Grand Cru? To niesamowita mieszanka dwóch piw - młodego i leżakującego 24 miesiące w beczkach dębowych. W beczkach, żadnych chipsów.
Piwo jest traktowane drożdżami górnej fermentacji, a dodatkowo podczas leżakowania wystawia się je na działanie dzikiej flory bakteryjnej, która wytwarza kwas mlekowy. Jakie mogą być efekty? Na pewno ciekawe, skoro sam Michael Jackson określił je mianem "belgijskiego burgunda".
Zatem nie rozwijam już nudnego wstępu, i kuszony zapachem Rodenbacha zabieram się za degustację. Zapraszam dalej!
Subskrybuj:
Posty (Atom)