środa, 9 października 2013

Rodenbach Grand Cru

Myślałem dość długo, jak zacząć wpis, bo jego "bohater" jest dość niezwykły. Z jednej strony to tylko piwo, w dodatku produkowane przez belgijskiego giganta, Palma. Z drugiej strony, jest to trunek niepospolity, bardzo oryginalny, i mimo, iż reprezentuje specyficzny styl, powszechnie znany.
Co więc niezwykłego jest w piwie Rodenbach Grand Cru? To niesamowita mieszanka dwóch piw - młodego i leżakującego 24 miesiące w beczkach dębowych. W beczkach, żadnych chipsów.
Piwo jest traktowane drożdżami górnej fermentacji, a dodatkowo podczas leżakowania wystawia się je na działanie dzikiej flory bakteryjnej, która wytwarza kwas mlekowy. Jakie mogą być efekty? Na pewno ciekawe, skoro sam Michael Jackson określił je mianem "belgijskiego burgunda".
Zatem nie rozwijam już nudnego wstępu, i kuszony zapachem Rodenbacha zabieram się za degustację. Zapraszam dalej!

piątek, 4 października 2013

Cydr Ignaców

Myślałem, że o cydrach już więcej w tym roku pisać nie będę, ale wyszło inaczej. Po kilku degustacjach temat wydawał mi się chwilowo zaspokojony, ale podczas buszowania po sklepach piwnych trafiłem na coś interesującego - cydr z Ignacowa. Co w nim ciekawego? Ano ponoć to bardzo dobry trunek, w niczym nie ustępujący produktom zagranicznej, dużo bardziej doświadczonej konkurencji.
Twórcy ponoć byli zainspirowani cydrami z zachodniej Anglii, zapewne więc Ignaców to owoc prób pod tytułem "zróbmy coś podobnego, a nawet lepszego". Gdzieś tam nawet przeczytałem, że wyspiarze ponoć byli pod wrażeniem podczas degustacji napitku spod Grójca. Ja niestety porównania z brytyjskimi cydrami nie mam.
Sam cydr zwraca uwagę na półce, choć minimalistyczny styl etykiety pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu. Ale ponoć taka teraz moda. A że i cydry są modne... zresztą, wystarczy spojrzeć na listę miejsc, w których Ignacowa można się napić. Na szczęście można go też kupić w zwykłych sklepach, no ale tym to już nie ma się co chwalić, żaden lans.
Zwraca też uwagę cena. Nie wiem, czy zrywanie jabłek w Polsce jest dużo droższe, niż w krajach zachodniej Europy, a może transport z Grójca do Warszawy kosztuje więcej, niż z Francji do Polski? W każdym razie - cena 8 złotych za 275 ml cydru to sporo. W Marks&Spencer mignął mi jakiś cydr vintage za około dyszkę za pół litra. No ale pewnie nie ta klasa, nie ten styl. A może po prostu się czepiam. Zatem staram się zapomnieć o cenie, nie zwracać uwagi na lans i hipsteriadę, wlewam Ignaców do szkła i zaczynam.

czwartek, 3 października 2013

Dębowa Black Oak

Po niedawnej przygodzie z czarnym Stanislavem dziś coś równie ciemnego - Dębowa Black Oak. Wódka w sumie dość popularna, ale pewnie w większości przypadków raczej kupiona jako prezent, niż jako trunek do spożycia. Choć z drugiej strony - skoro ktoś ją dostaje, to pewnie też i ktoś ją pije, więc świadomość w narodzie powinna istnieć. Ja również jej próbowałem, jednak były to nieco niesprzyjające degustacji okoliczności. Wódka zainteresowała mnie jednak na tyle, że postanowiłem się nad nią bardziej skupić.
Przy okazji chciałem też czegoś się o niej dowiedzieć, ale niestety nie jest to łatwe. Nawet producent nie umieszcza na stronie żadnych ciekawych informacji, poza krótkim opisem smaku. Co to zatem za wynalazek? Cóż, najprostszą opcją są aromaty i barwniki, a skoro firma nie chwali się naturalnymi składnikami, to rzeczywistość może być dość smutna.
Ja jednak staram się nastawiać pozytywnie. Nawet jeśli współczesna chemia brała udział przy tworzeniu tego trunku, to w sumie liczy się efekt końcowy. Pora więc sprawdzić, co to za cudo. Zapraszam dalej.

wtorek, 1 października 2013

Zawiercie, Jurajskie Stout Czekoladowy

Ciągle nie jestem w stanie zrozumieć, co kierowało zarządzającymi Browarem na Jurze, którzy zwykłego stouta nazwali "Zawiercie czekoladowe". Może w kraju, w którym połowa półek piwnych nie jest zastawiona rozmaitymi, aromatyzowanymi wynalazkami, miałoby to jakiś sens, ale u nas? Toż to oczywisty strzał w kolano! Bo i kto będzie kupował piwo, które kusi taką nazwą tabliczką czekolady na etykiecie? Jeśli jeszcze w dodatku zostanie ustawione na półce obok Magnusa Czekoladowego, to nieszczęście gotowe. Potem krzyki, że to gorzkie, i że w ogóle nie czuć czekolady, i co to w ogóle za świństwo?
Ktoś jednak w końcu poszedł po rozum do głowy i zrozumiał że to, iż piwo ma czekoladowe nuty w aromacie, nie znaczy od razu, że trzeba je nazywać czekoladowym. Lepiej późno niż wcale. Dzięki temu dziś w mojej szklance wylądowało Jurajskie Stout Czekoladowy. Nie będzie przynajmniej wrażenia, że znów katuję się jakimś smakowym wynalazkiem. Choć "słodyczowy" człon w nazwie może zwabić kilku nieświadomych. W każdym razie Zawiercie nieco odświeżyło swoją gamę piw, można więc im się przyjrzeć z bliska i sprawdzić, co obecnie oferują. Zapraszam zatem do dalszej lektury!