Oczywiście leżakowanie piwa w beczce po whisky to żadna nowość. Ale zazwyczaj cena takich wynalazków jest dość wysoka, a w przypadku Belhaven to około 7 złotych. Jak na dzisiejsze warunki cena prawie że promocyjna.
A co ma dać leżakowanie w beczce? Producent obiecuje słodkie, waniliowe nuty połączone z treściwym, jasnym piwem. Czyli w sumie niewiele. Albo piwo cienkie, albo marketingowcy bardzo skromni. Trzeba sprawdzić.
Myślałem, że zaskoczy mnie piana, ale jak tylko zrobiłem zdjęcie, ta zaczęła dość szybko opadać. Warstewka trwa sobie dzielnie w trakcie pisania, więc przynajmniej widać, że piję piwo.
Zapach trochę dziwny, ni to piwo, ni to whisky. Jest aromat słodu, a do tego toffie, faktycznie jakaś wanilia, owsianka, bliżej nieokreślone ziarna, może też coś w stylu deski skropionej whisky. Po lekkim zakręceniu szkłem gdzieś w tle pojawiają się jeszcze "ejlowe", kwiatowo - owocowe nuty. Ogólnie zapach jest dość ciężki, mało zachęcający do wąchania, choć nie jest przy tym nieprzyjemny. Po prostu dziwny.
Po pierwszym łyku też mam mieszane wrażenia. Belhaven skojarzył mi się ze zwykłym, mocnym i dość słodkim lagerem. Dużo słodu, słodyczy, karmel i wanilia, a w finiszu odrobina taniny, lekki kwasek i śladowa goryczka. I to w zasadzie wszystko, piwo jest niestety dość płaskie, a duża słodycz średnio zachęca do picia. Może niektórym będzie smakować, ale to nie mój typ.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz