Poza tym sam browar nie za bardzo obnosi się ze swoim istnieniem, co gorsza - niezbyt obnosi się nawet ze swoimi produktami! Mały banner, wiszący na ogrodzeniu, to jak dla mnie trochę za mało, żeby przyciągnąć klientów. A wcześniej było ponoć jeszcze gorzej. W kwestii marketingu można na pewno zrobić więcej, bo swoje piwo browar serwuje w szklankach... Żywca. W dodatku bez firmowych podkładek. Może więc oni warzą to piwo tylko hobbistycznie, a na sprzedaży już niezbyt im zależy?
Ale oczywiście to ich browar, ich pieniądze, nic mi do tego. Jako klienta najbardziej interesowało mnie piwo. Jak smakowało? O tym dalej.
O szklance żywieckiej już wspomniałem, o braku "wafla" też, na szczęście dalej było już tylko lepiej.
Piwo pojawiło się na stole z solidną czapą piany (nawet nikt w niej nie gmerał łyżką chyba), i ta piana została z nami na dłużej!

Na języku Witkacy dalej udowadnia, że jest bardzo dobrym przedstawicielem gatunku. Początkowo lekka słodycz, znów gorzka czekolada i espresso. Po chwili do głosu dochodzą palone słody, trochę kwasku i aromat chmielowy. Wszystko przy nieco zbyt dużym wysyceniu, przez co piwo traci odrobinę gładkości.
Końcówka to nieduża goryczka, odrobina paloności, kwasku i czekolady. Piwo sprawia wrażenie pół - wytrawnego, ale dzięki temu moim zdaniem jest łatwiejsze w piciu. Mocno wytrawny stout może i zadowoliłby bardziej wprawionych piwoszy, ale dla pozostałych mógłby być mało interesujący.
Opis generalnie jest dość lakoniczny, ale Witkacy jest naprawdę dobrym piwem. Nie powala złożonością, ale pije się go lekko i bardzo przyjemnie. Ma odpowiednią treściwość, nie jest przekombinowany - tylko pić! O ile komuś nie będzie przeszkadzała cena 9 zł za pół litra. Ale moim zdaniem piwo jest tego warte!
p.s. zdjęcia oczywiście kiepskie, ale byłem głodny i spragniony, więc wiecie.,. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz