piątek, 26 czerwca 2015

De la Senne, Brusseleir Zwet IPA

Po ostatnim prawie-crafcie z Biedronki (w połowie nawet całkiem niezłym), dziś już prawdziwy craft, w dodatku z Belgii.
Gdzieś tam kiedyś wcześniej napisałem, że przez jakiś czas nie będę kupował żadnego IPA, bo zwyczajnie mi się znudziły. Ale trochę czasu minęło, klika ciekawych piw też się pojawiło, więc niech będzie.
Brusseleir stał dość długo w lodówce, kilka dni temu zorientowałem się, że minął termin przydatności. A że piwo mocno chmielone, to wiadomo... Mam jednak nadzieję, że nie wszystko stracone, wcześniejsze kontakty z browarem De la Senne wypadły nieźle, mam więc nadzieję, że i tym razem tak będzie. Więc do dzieła!

Jakiś czas temu piłem piwo w stylu black IPA - Pintę Hopus Pokus, i przyznam szczerze, że nie rzuciła mnie na kolana. Mieszanka ciemnych słodów i amerykańskich chmieli średnio do mnie przemawia, piwo było jakieś kwaśne (nie skwaszone!) w smaku, no nie moja bajka. Po co więc kupowałem Brusseleira? Żeby sprawdzić, jak to robią Belgowie.
W nosie bez zaskoczenia - czekolada, cytrusy, odrobina nut palonych (te chyba w BIPA są niepożądane?), śladowa metaliczność na początku, na szczęście szybko zanikająca. No w sumie nic porywającego. Poczekałem więc chwilę, piwo delikatnie się ogrzało, nastąpiła lekka poprawa. Wciąż jednak leniwie uwalniało aromaty - trzeba było pokręcić szkłem, żeby się lepiej otworzyło. Ujawniły się owoce egzotyczne, żywica i delikatny popiół. Nie wiem, jak pachnie świeży Brusseleir, ale mam wrażenie, że chmiel nieco się zredukował. W sumie to żadne zaskoczenie.
Na języku piwo o dziwo dość łagodne. Jest oczywiście żywica i cytrusowa goryczka, ale nie w stężeniu paraliżującym zmysły. Do tego gorzka czekolada, kwasek (wyraźniejszy w miarę ogrzewania piwa), popiół, węgiel i trochę drożdży.
Finisz to już pełna dominacja chmielu - wyraźna goryczka, połączona z kwaskowo - palonymi aromatami.
Czy mi smakowało? Tak, wypiłem bez obrzydzenia :) Ale bardziej serio - dobre piwo, czy w pełni podążające za stylem - tego nie jestem pewien. Od polskich rzemieślników znacząco się nie różni, może świeże byłoby ciekawsze. Mi smakowało bardziej, niż Hopus Pokus, ale jeśli chodzi o piwa nowej fali, to zdecydowanie nie mamy się czego przed Belgami wstydzić.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza