poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Lefebvre, Blanche de Bruxelles

Jak wygrać walkę z upałem? Najlepiej sięgnąć po orzeźwiające piwo. Znalezienie jednej flaszeczki wita w lodówce wywołało u mnie dziś niemal euforię, szczególnie że za oknem temperatura zdecydowanie przekracza 30 stopni a na horyzoncie ciężko dostrzec chmury zwiastujące choćby odrobinę cienia i ochłody.
Trzeba więc radzić sobie samemu.

Piwo z browaru Lefebvre to typowy wit - pszenica w zasypie (40% wg. etykiety), razem z nią kolendra i curacao. Butelka 330 ml, piwo ma 4,5% alkoholu, zalecają, by spożywać je w temperaturze 2-5 stopni.
Moje pierwsze wrażenie - sycząca piana... W 90% przypadków wróży to pianę głośną i krótkotrwałą. Tu w zasadzie też tak jest - syk, piana z dna butelki nawet gęsta, ale całość znika dość szybko, pozostawiając na piwie cienką warstewkę.
Zapach jest dość delikatny, łagodny - na czele banany, ciasto drożdżowe, kolendra i imbir, agresywnych cytrusów raczej nie ma - raczej odrobina bardzo słodkiej pomarańczy.
W ustach piwo jest bardzo lekkie, gładkie, czuć dość spore nagazowanie, ale nie jest ono agresywne. Aromaty to połączenie banana z cytryną, obok nieco drożdży, goryczka jest śladowa, kolendra wyczuwalna pod koniec, niezbyt mocna.
Możliwe, że piwo piłem nieco za ciepłe - na początku miało 5 stopni, może gdyby bardziej je schłodzić, stałoby się bardziej rześkie i orzeźwiające? A może po prostu lepiej wypić je z plasterkiem cytryny? Wtedy powinno zrobić się nieco bardziej kwaskowe.
Samo w sobie nie jest złe, jest dobrym, lekkim piwem, jednak brak mu bardziej zdecydowanych cytrusowych aromatów - przez to smakuje dobrze, ale jednak nie orzeźwia tak, jakbym tego chciał. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza