piątek, 15 marca 2013

Chartreuse zielony

Powiem (napiszę) szczerze, że nie za bardzo wiem, jak zacząć ten post. Stoi przede mną  w kieliszku ciecz o bardzo intrygującym kolorze, która wręcz prosi się, by jej spróbować. Prosi się już od dawna, od momentu, kiedy pierwszy raz wypatrzyłem ją w sklepie.
Cóż to takiego? Chartreuse. Nie wiesz, co to za trunek? Ja też nie wiedziałem. Ale że internet to kopalnia wiedzy... Tak na szybko dla leniwych - Chartreuse to francuski likier ziołowy, produkowany na bazie destylatu winnego i wyciągów ze 130 roślin. Co ciekawe, poza cukrem nie ma w tym likierze żadnych dodatków, więc fascynujący, zielony kolor to zasługa wyłącznie naturalnych składników (strasznie to wyświechtany slogan, ale ponoć to prawda).
Kolejna zwracająca uwagę cecha to spora moc likieru - aż 55%. Całkiem sporo, więc i doznania zapowiadają się intensywne. Ponoć trunek okazał się tak smaczny, że ludzie - poza zastosowaniami leczniczymi - zaczęli go spożywać w celach dużo bardziej przyziemnych. Co więc zrobili mnisi? Stworzyli wersję lżejszą, o mocy 40%, która sprzedawana jest jako Chartreuse żółte.
Dziś jednak zajmę się tylko wersją klasyczną, zieloną. Starczy więc przydługich wstępów, pora na degustację.

czwartek, 7 marca 2013

Browar Konstancin, Czarny Dąb

Opis tego piwa miał powstać już kilka dni temu. Butelka cierpliwie chłodziła się w lodówce, już nawet zdjęcie zostało zrobione, a tu niestety - kwas! Było to tym bardziej irytujące, że nie zdarzyło się pierwszy raz. Mój lokalny, ulubiony browar, i taka wtopa.
Postanowiłem w swym wzburzeniu napisać mail do Browaru Konstancin z krótkim opisem moich przygód, i co ciekawe - doczekałem się odpowiedzi, a nawet bardzo miłego zadośćuczynienia.
I nie piszę tego, żeby pochwalić się otrzymanym piwem (choć wiem, że chwalenie się darmochą jest bardzo modne wśród tzw. "piwnej blogosfery") - maila napisałem jako zwykły klient, nieco zawiedziony kolejnym słabym piwem. Nie padły tam słowa w stylu "jestem Blogerem, jak nie przyślecie mi czegoś za darmo to was zniszczę na moim czytanym przez 10 osób blogu, a potem będę o tym trąbił wszędzie, gdzie się da". Cieszy mnie, że pewne standardy dotarły do naszego kraju, i nawet mniejsze firmy liczą się ze zdaniem klienta.
I to tyle tego przydługiego wstępu.
Pora wrócić do samego piwa. Jest to pewna ciekawostka - ciemne piwo, produkowane z dodatkiem cykorii i prażonego buraka cukrowego. Chyba nikt poza Konstancinem tego nie robi, a przynajmniej się tym nie chwali. Jak smakuje takie piwo? Zapraszam dalej!

środa, 6 marca 2013

Fortuna, Miłosław Niefiltrowane

Może to już nie nowość, ale ciągle jeszcze powiedzmy propozycja dość świeża - dziś w szkle Miłosław Niefiltrowany. Kolejne piwo z miłosławskiej serii, dość już bogatej, choć może niekoniecznie wybitnej smakowo.
Gdy tak wędrowałem sobie z zakupami do domu, naszło mnie na przemyślenia. Otóż - którego to ze "zwykłych" piw miłosławskich wersję niefiltrowaną niosę właśnie w torbie (dodam - torbie całkowicie nieekologicznej, która będzie się rozkładała przez 50 tyś lat, eksterminując przy okazji kilkadziesiąt zagrożonych gatunków chrząszcza i ślimaka - szok, szok i niedowierzanie, nieświadomość potęgi!). Czy to niefiltrowany pils, a może koźlak? Tego producent nie wyjaśnia. Jest po prostu niefiltrowane, szkoda, że nie wiadomo czego nie przefiltrowali.
Zastanawia mnie też nieco udział pszenicy niesłodowanej w zasypie. Po co to komu? No chyba że piwo niefiltrowane, skoro już wg. Fortuny stanowi gatunek sam w sobie, ma też prezentować określony profil smakowy.
A może jednak nie ma się co zagłębiać w taktykę managerów z Miłosławia. Pora otworzyć butelkę i zająć się tym, co do niej nalano. Zapraszam dalej.

piątek, 22 lutego 2013

Aberlour 10 YO

Po wczorajszych przejściach z piciem nawet nie jednego, ale dwóch Lechów, w dodatku smakujących niemal identycznie, dziś pora na przepłukanie gardła czymś szlachetniejszym.
Po ostatnich potyczkach z bourbonami, pora wrócić do Europy - dziś w szkle szkocki Aberlour w wersji podstawowej, czyli dziesięcioletniej.
Oczywiście w przypadku tej whisky nie należy oczekiwać niesamowitego bogactwa aromatów i ogromnej złożoności, ale czasem można sprawdzić, co da się kupić za niewiele więcej niż 100 złotych. O ile oczywiście sklep zachowa się rozsądnie, bo był czas, że butelki Aberloura hurtownie sprzedawały za sporo mniej niż stówka. A wtedy ta whisky stanowiłaby dobrą konkurencję dla blendów z określonym wiekiem - może wtedy zwiększyłby się odsetek osób sięgających po coś innego niż chivasy, jasie czy balantynki? Może dzięki temu rynek whisky słodowej w Polsce trochę by się zwiększył, a wtedy i droższe butelki nieco by staniały? Cóż, nie ma co rozważać, szkło w dłoń i do dzieła.